Przejdź do głównej treści

Waga po porodzie to nie test z macierzyństwa. O odpuszczaniu perfekcjonizmu i budowaniu siebie na nowo

Waga po porodzie to nie test z macierzyństwa. O odpuszczaniu perfekcjonizmu i budowaniu siebie na nowo

Znasz to uczucie? Gdy presja na "powrót do formy" odbiera radość z macierzyństwa

Niemowlę w końcu zasnęło. W domu na chwilę zapada upragniona cisza, a Ty, zamiast usiąść z gorącą herbatą i po prostu wziąć głęboki oddech, zakładasz sportowe buty. Włączasz morderczy trening – może to ciężki WOD z elementami CrossFitu, a może intensywne kardio – bo przecież w głowie wciąż dudni to jedno zdanie: „musisz szybko wrócić do formy”. Jesz idealnie wyliczone porcje, z żelazną dyscypliną odmawiasz sobie wszystkiego, a waga… ani drgnie.

Czujesz frustrację, zaciskasz zęby i myślisz: „Znowu mi nie wyszło. Jestem beznadziejna”.

Zatrzymajmy się tu na chwilę. Presja, by po ciąży wyglądać tak, jakby tej ciąży nigdy nie było, to jeden z najbardziej toksycznych testów, jakim my, mamy, poddajemy się każdego dnia. Kultura „bounce-back” wmawia nam, że nasza wartość mierzona jest w centymetrach w talii. A to po prostu nieprawda.

Moja historia: Praca zmianowa, dwójka dzieci i diagnoza, która wszystko zmieniła

Sama przez to przechodziłam i wiem, jak bardzo to boli. Biegając za moimi dwoma synami, z których jeden ma dopiero kilkanaście miesięcy, i pracując na pełen etat w wymagającym systemie zmianowym – cztery dni po 10 godzin pracy, cztery dni wolnego – wymagałam od siebie perfekcji na absolutnie każdym kroku. Wydawało mi się, że muszę być niezastąpioną pracownicą, idealną matką i jeszcze do tego wyrobić 100% normy na treningu. Jeśli nie zrobiłam wszystkiego na przysłowiową „szóstkę”, czułam, że poniosłam porażkę.

Mój organizm powiedział jednak w końcu: „sprawdzam”. Diagnoza insulinooporności zadziałała jak kubeł lodowatej wody.

Ciało po ciąży potrzebuje opieki, a nie kolejnego bata

Ta diagnoza zmusiła mnie do zatrzymania się. Zrozumiałam, że moje ciało, wyeksploatowane brakiem snu, stresem i ciągłą gonitwą, nie potrzebuje kolejnego bata w postaci drastycznych restrykcji i wycieńczających treningów. Ono desperacko potrzebowało zaopiekowania.

Musiałam pogodzić się z faktem, że dziewczyna sprzed ciąży już nie istnieje. Tamta wersja mnie miała zupełnie inne zasoby, inną gospodarkę hormonalną, mnóstwo czasu na regenerację i nieprzerwany niczym sen. Dzisiaj jestem inna. Buduję siebie na nowo – ale tym razem na fundamentach łagodności, a nie bezwzględnego perfekcjonizmu.

Dlaczego perfekcjonizm blokuje Twoje odchudzanie? Okiem neuropsychologii

Jako studentka zgłębiająca na co dzień neuropsychologię i psychotraumatologię, chcę Ci pokazać, co w takich momentach dzieje się w Twoim ciele z naukowego punktu widzenia.

Perfekcjonizm to nie jest tylko „cecha charakteru”. To stan, który aktywuje w naszym układzie nerwowym ciągły tryb walki lub ucieczki.

Kortyzol, okno tolerancji i układ nerwowy

Kiedy nakładasz na siebie presję bycia idealną matką, żoną i fit-dziewczyną, wypadasz ze swojego tzw. okna tolerancji. To ten optymalny stan pobudzenia, w którym Twój układ nerwowy czuje się bezpiecznie. Gdy z niego wychodzisz z powodu presji, Twój organizm zaczyna tonąć w kortyzolu – hormonie stresu.

Z ewolucyjnego punktu widzenia, dla Twojego mózgu wysoki kortyzol oznacza jedno: śmiertelne zagrożenie. Wymagasz od siebie chudnięcia, ale przy ciągłym stresie, przerywanym śnie i – często idących z tym w parze – problemach z insuliną, Twoje ciało po prostu nie spali tkanki tłuszczowej. Będzie ją kurczowo magazynować, przygotowując się na „trudne czasy”.

Krótko mówiąc: Twój perfekcjonizm i brak łagodności dla samej siebie dosłownie blokują Twoje odchudzanie.

Odpuść i wycisz swój układ nerwowy. Zbuduj siebie na fundamentach łagodności

Co się zatem stanie, gdy w końcu odpuścisz?

Kiedy zamienisz to ciężkie, frustrujące „muszę” na łagodne „chcę”? Poczujesz ulgę, o jakiej od dawna marzysz. Twój układ nerwowy zacznie się wyciszać, poziom kortyzolu spadnie, a ciało wreszcie poczuje, że jest bezpieczne. Zrozumiesz, że waga to tylko cyfra na wyświetlaczu, a nie szkolna ocena Twojego macierzyństwa czy wartości jako kobiety.

Zdejmij z siebie ten ciężar. Nie musisz być idealna, żeby zacząć działać i czuć się dobrze we własnej skórze. Zrób dziś dla siebie jedną, najmniejszą rzecz – bez presji, bez samokrytyki, bez oceniania. Może to będzie 10 minut spokojnego rozciągania zamiast morderczego WOD-a. Może ciepła kąpiel, a może po prostu odpuszczenie sprzątania zabawek na jeden wieczór.

Zrób kolejny krok. Pozwól sobie na „Rozkwit”

Codzienna rzeczywistość mamy potrafi przytłoczyć. Znam to z autopsji – łączenie wychowywania chłopców, odhaczania kolejnych długich zmian w pracy i ogarniania naszej brytyjskiej codzienności to ogromne wyzwanie dla układu nerwowego. W tej ciągłej gonitwie łatwo zgubić kontakt z własnymi uczuciami. Zamiast kwitnąć, często po prostu staramy się przetrwać od świtu do zmierzchu.

Właśnie dlatego napisałam e-booka „Rozkwit”.

To nie jest kolejny poradnik, który każe Ci „myśleć pozytywnie” albo wcisnąć w grafik dodatkową godzinę medytacji, której i tak nie masz. To bezpieczna, psychoedukacyjna przestrzeń, w której łączę twardą wiedzę o funkcjonowaniu ludzkiego mózgu z matczyną empatią.

Z mojego e-booka dowiesz się:

  • Dlaczego Twoje emocje czasami wybuchają ze zdwojoną siłą i dlaczego to nie jest Twoja wina, lecz fizjologiczna reakcja przeciążonego organizmu.
  • Jak na nowo poszerzyć swoje okno tolerancji na stres, by nie reagować krzykiem na rozlane mleko czy trudny poranek.
  • W jaki sposób zaopiekować się swoim układem nerwowym, korzystając z prostych narzędzi, które wdrożysz od zaraz – nawet w trakcie przygotowywania obiadu czy szykowania dzieci do wyjścia.

Przestań walczyć z własną biologią. Zrozum swoje emocje, wycisz układ nerwowy i daj sobie prawo do tego, by wreszcie poczuć się dobrze.

[TUTAJ KLIKNIJ I POBIERZ E-BOOK „ROZKWIT”] Zrób ten jeden krok dla siebie. Zasługujesz na łagodność.