Przejdź do głównej treści

Dziś też jest Twoje święto. Jak zaopiekować się swoim „wewnętrznym dzieckiem”, żeby przestać krzyczeć na własne

Dziś też jest Twoje święto. Jak zaopiekować się swoim „wewnętrznym dzieckiem”, żeby przestać krzyczeć na własne

1 czerwca. Kiedy odpalasz Instagram, widzisz tylko idealne kadry pełne uśmiechów, wymyślne wycieczki i gigantyczne, pastelowe balony. My, mamy, potrafimy tygodniami planować ten dzień w najdrobniejszych szczegółach, organizując czas i kupując prezenty. Stajemy na rzęsach, byle tylko stworzyć dla naszych maluchów bajkowe wspomnienia, bo przecież chcemy, żeby było po prostu magicznie.

A potem nadchodzi popołudnie i rzeczywistość brutalnie weryfikuje nasz misterny plan. Dzieci są skrajnie przebodźcowane od intensywnych atrakcji, hałasu i nadmiaru cukru. Zamiast wdzięczności i radości, pojawia się płacz, opór i marudzenie. W końcu przychodzi ten moment zapalny — chwila, w której ktoś po raz dziesiąty odmawia założenia butów, albo rozlewa sok na świeżo wyczyszczoną sofę. W ułamku sekundy czujesz, jak wzbiera w Tobie fala gorąca. I wybuchasz. Krzyczysz dużo głośniej, niż byś chciała, a echo Twojego głosu niesie się po domu jak bolesny wyrzut sumienia.

Zaraz po tym wybuchu pojawia się paraliżujące, gigantyczne poczucie winy. Siadasz zmęczona w kuchni i myślisz: „Jestem beznadziejna. Nawet w Dzień Dziecka nie potrafię być oazą spokoju dla moich synów”.

Ale zatrzymajmy się tutaj na chwilę. Weź głęboki oddech i zdejmij z siebie ten niszczący ciężar. Twój dzisiejszy krzyk najczęściej nie ma absolutnie nic wspólnego z tym nieszczęsnym rozlanym sokiem. On jest dramatycznym głosem kogoś, o kim w ferworze przygotowań do tego święta całkowicie zapomniałaś — Twojego własnego wewnętrznego dziecka.

Czym naprawdę jest „wewnętrzne dziecko”? To nie urocza przenośnia, to neurobiologia!

W literaturze terapeutycznej i na studiach psychologicznych pojęcie „wewnętrznego dziecka” przewija się nieustannie. Warto jednak zrozumieć, że to nie jest tylko poetycka metafora z poradników. To głęboki i bardzo realny konstrukt neurobiologiczny i psychologiczny. Reprezentuje on nasze wczesne doświadczenia i często niezaspokojone potrzeby z okresu dzieciństwa, takie jak:

  • potrzeba autentycznego odpoczynku,
  • bezwarunkowe bezpieczeństwo,
  • miłość i akceptacja,
  • czysta, beztroska i nieskrępowana zabawa.

Kiedy wchodzimy w rolę matki, dzieje się coś paradoksalnego — zamykamy tę kruchą, potrzebującą część siebie głęboko w piwnicy naszej psychiki. Bierzemy na swoje barki ogromny ciężar organizacyjny i emocjonalny: pracę na etacie, logistykę wokół pełnych energii chłopców i prowadzenie domu. Próbujemy działać jak idealnie zaprogramowane menadżerki, które nigdy nie okazują słabości. Zapominamy, że my też potrzebujemy luzu i autentycznego zaopiekowania.

Gdy Twoje wewnętrzne dziecko tygodniami tkwi w emocjonalnej izolacji, wycieńczone presją i głodne uwagi, płacisz za to ogromną cenę. Twój układ nerwowy po prostu traci swoją naturalną elastyczność.

Twoje okno tolerancji, czyli dlaczego złość w macierzyństwie to sygnał SOS

Z perspektywy psychotraumatologii kluczem do zrozumienia naszej złości jest pojęcie znane jako okno tolerancji.

Jest to bezpieczny przedział pobudzenia naszego układu nerwowego, w którym potrafimy racjonalnie myśleć, współregulować emocje mamy i dzieci, oraz reagować ze spokojem na otaczający nas świat.

Gdy jesteś wyspana i zrelaksowana, Twoje okno tolerancji jest szerokie — rozlany sok to po prostu plama, którą trzeba zwyczajnie wytrzeć.

Układ nerwowy w trybie przetrwania

Co dzieje się jednak, gdy Twoje wewnętrzne dziecko jest skrajnie zagłodzone? Kiedy przygniata Cię presja bycia „idealną”, a zmęczenie odbiera resztki sił? Twoje okno tolerancji kurczy się niemal do zera. Stajesz się emocjonalną bombą zegarową. W takim stanie najdrobniejszy bodziec sensoryczny — hałas, pisk czy wspomniany sok — jest interpretowany przez Twój pierwotny układ nerwowy jako śmiertelne zagrożenie. Twój organizm natychmiast uruchamia reakcję obronną: walkę lub ucieczkę. Pamiętaj: Twój krzyk nie jest dowodem na złą wolę, lecz neurobiologicznym krzykiem rozpaczy przeciążonego organizmu.

Jak nakarmić wewnętrzną małą dziewczynkę, by odzyskać spokój?

Musisz przyjąć do wiadomości jedną zasadę: nie będziesz w stanie spokojnie i z empatią reagować na histerię dziecka, dopóki sama nie poczujesz się zaopiekowana i bezpieczna. Pusta szklanka nikogo nie napoi. Zamiast po raz kolejny stawać na rzęsach, by zorganizować wyczerpujący logistycznie dzień w głośnym parku rozrywki, usiądź na moment i zadaj sobie kluczowe pytanie:

„Na co JA mam dzisiaj autentycznie siłę? Czego potrzebuje moja wewnętrzna mała dziewczynka, by poczuć się bezpiecznie?”

Może okazać się, że najlepsze, co możecie dziś zrobić, to po prostu odpuścić. Zjedzcie lody prosto z pudełka na podłodze w salonie. Zostaw ten wszechobecny bałagan i pranie krzyczące z kąta. Budowanie siebie na nowo w macierzyństwie to zgoda na czerpanie prostej radości i danie sobie pełnego prawa do bycia niedoskonałą.

Dziś też jest Twoje święto. Zanim pobiegniesz kupić kolejną plastikową zabawkę na Dzień Dziecka, podaruj swoim dzieciom i sobie coś o wiele cenniejszego — uregulowany, spokojny i stabilny układ nerwowy swojej mamy.

Twoja droga do macierzyństwa pełnego łagodności

Jeśli czujesz, że każdego dnia funkcjonujesz tylko w wyniszczającym trybie zadaniowym, a narastająca złość i permanentne poczucie winy odbierają Ci radość z bycia mamą — pamiętaj, że możesz przerwać to błędne koło.

W redakcji Thryvo doskonale znamy realia maminych „okopów”. Dlatego nasza ekspertka stworzyła eBook „Rozkwit”.

  • Ta publikacja łączy rzetelną wiedzę z zakresu neuropsychologii z autentycznymi doświadczeniami.
  • To praktyczny przewodnik pełen empatii, który krok po kroku pomoże Ci odzyskać kontakt z własnymi emocjami.
  • Dowiesz się z niego, jak skutecznie zaopiekować się swoim układem nerwowym i raz na zawsze odpuścić niszczącą presję perfekcji.

Zrób dziś coś dobrego dla swojego wewnętrznego dziecka. Pobierz eBook „Rozkwit” i zacznij macierzyństwo od nowa — na łagodnych zasadach!