Przejdź do głównej treści

Czułam się jak na scenie, gdzie każdy ocenia, jaką jestem mamą. Jak przetrwałam presję i odzyskałam siebie?

Czułam się jak na scenie, gdzie każdy ocenia, jaką jestem mamą. Jak przetrwałam presję i odzyskałam siebie?

Czy kiedykolwiek czułaś, że od momentu pojawienia się dwóch kresek na teście ciążowym, Twoje potrzeby przestały mieć znaczenie? Ja tak. I wiem, że nie jestem w tym sama.

Dziś chcę podzielić się z Tobą czymś bardzo osobistym. Piszę to, bo wierzę, że czytając moje słowa, odetchniesz z ulgą i pomyślisz: „Kurde, nie tylko ja tak mam”. Przez długi czas czułam się oceniana przez najbliższe otoczenie. Usłyszałam wiele gorzkich słów, które czasem bolą mnie do dziś. Chcę Ci opowiedzieć, jak z miejsca, w którym rozsypałam się na milion kawałków, dotarłam do momentu, w którym wreszcie zawalczyłam o siebie.

Loża szyderców, czyli „Mam Talent” w moim własnym domu

Czułam się, jakbym stała na scenie programu Mam Talent. Każdy mój ruch, każde słowo wypowiedziane do mojego własnego dziecka, było wnikliwie oceniane przez najbardziej wymagające jury – w tym przypadku, babcie mojego synka.

Z obu stron moje dziecko było pierwszym wnukiem. Początkowo wydawało mi się to normalne i naturalne, że ciąża i narodziny budzą tak wielkie zainteresowanie. Szybko jednak poczułam boleśnie przekraczane granice. Zaczęłam czuć się jak inkubator. W tym wszystkim przestałam być ważna ja – kobieta. Odebrano mi możliwość beztroskiego cieszenia się byciem mamą po raz pierwszy.

Jak każda świeżo upieczona mama i młoda kobieta, chciałam po ciąży wrócić do swojej wagi, zadbać o siebie. Chciałam znów czuć się atrakcyjnie, być żoną, a nie tylko mamą. Gdy jednak próbowałam o tym rozmawiać, moje próby okazywały się zgubne. Słyszałam: „Ty teraz nie jesteś ważna. Najważniejsze jest tylko twoje dziecko”. Byłam bliska płaczu. Zamiast opieki i wsparcia, mój przebodźcowany układ nerwowy dostawał kolejną dawkę stresu i unieważnienia.

Macierzyństwo na emigracji – między tęsknotą a poczuciem winy

Jak już pewnie wiesz z moich poprzednich wpisów na Thryvo, mieszkam w UK. To tutaj urodziłam moje dziecko i tutaj je wychowuję. Byłam daleko od moich rodziców, daleko od mojej mamy, której tak bardzo potrzebowałam – dzwoniłam do niej z każdą, nawet najmniejszą sprawą.

Mama mojego męża mieszkała niedaleko nas i siłą rzeczy miała większy wpływ na to, co się ze mną działo. Była kontrolująca i oceniająca. Ale to nie znaczy, że relacje z moją własną rodziną były łatwiejsze. Moja mama, choć na odległość, też dokładała swoją cegiełkę do mojego złego samopoczucia. W słuchawce wiecznie słyszałam: „Jakbyś tutaj była, to bym ci pomogła. Tak bardzo chciałabym przytulić mojego wnuczka”.

Doszło do tego, że przestałam rozmawiać z moją babcią. Praktycznie za każdym razem, gdy dzwoniłam, by z dumą pochwalić się nowymi umiejętnościami synka, słyszałam to samo: „Po co ty tam siedzisz? Wracaj do kraju! Sama sobie tam nie poradzisz. Kto z dzieckiem będzie siedział, jak pójdziesz do pracy? Mój prawnuk nawet prababci nie zna…”.

Stawałam na rzęsach, by umożliwić im kontakt. Dzwoniłam, wysyłałam zdjęcia, pakowałam nas i odwiedzałam Polskę, kiedy tylko było to możliwe. Ale dla nich to wciąż było za mało. A ja czułam, że po prostu jestem niewystarczająco dobra.

Po każdym powrocie z Polski do UK płakałam jak dziecko. Nie dlatego, że nie chciałam tu mieszkać, ale z przerażenia, że znów zostaję z tym wszystkim sama.

Sytuacja, która złamała mnie na kawałki

Z perspektywy czasu czuję ogromną złość – głównie na samą siebie. Zastanawiam się: Jak mogłam pozwolić się tak traktować? Dlaczego nie walczyłam o siebie?

Pamiętam jeden z takich wieczorów. Tuliłam moje dziecko, patrzyłam na jego maleńkie rączki i myślałam: A może faktycznie nie jestem dla niego wystarczająco dobra? Może za mało mu daję? Odłożyłam go do łóżeczka i przez pół nocy patrzyłam, jak spokojnie śpi. Moje serce przepełniała miłość, ale toksyczne myśli zasiane przez otoczenie nie dawały mi spokoju. Cotygodniowe spotkania z rodziną męża tylko upewniały mnie w przekonaniu, że coś jest ze mną nie tak. Przecież „doświadczona babcia wie lepiej”, prawda? Nie, nieprawda.

Maksymalnym przekroczeniem, które ostatecznie doprowadziło mnie do załamania nerwowego, była sytuacja, której nigdy nie zapomnę. Zostawiliśmy naszego 4-miesięcznego synka z teściową na kilka godzin. Wróciliśmy wieczorem, akurat w porze jego snu. Gdy weszłam do domu, usłyszałam, że płacze. Pobiegłam na górę. Babcia bujała go w łóżeczku. Podeszłam, żeby wziąć go na ręce – zadziałał mój naturalny instynkt, chciałam utulić własne, płaczące dziecko.

Co zrobiła babcia? Odepchnęła mnie od łóżeczka, mówiąc, że to ONA go teraz usypia.

Stałam jak wryta. Czułam tylko, jak łzy napływają mi do oczu. Nie zrobiłam nic. Dzisiaj, bogatsza o wiedzę z zakresu psychologii, wiem, dlaczego tak zareagowałam. To była klasyczna reakcja układu nerwowego na traumę i naruszenie granic – tak zwane zamrożenie (freeze). Byłam wtedy tak słaba psychicznie, tak bardzo poza moim „oknem tolerancji”, że nie potrafiłam się przeciwstawić.

Przepłakałam całą noc. Mąż przytulał mnie i pytał, co się stało, a ja nie potrafiłam powiedzieć złego słowa na jego mamę. Przecież to kobieta, która go urodziła. W mojej głowie znowu pojawiła się ta sama, wyniszczająca myśl: Pewnie przesadzam. Nic wielkiego się nie stało.

Ale STAŁO SIĘ. Tamtej nocy pękłam. Rozpadłam się na milion kawałków jako mama, kobieta i żona. Można mnie było zmiatać z podłogi szufelką.

Zawalczyć o siebie – moja droga do uzdrowienia

I wtedy wkroczył mój mąż. Z troską spojrzał na mnie i zapytał: „Gdzie się podział twój uśmiech i ten blask w oku? Kochanie, potrzebujesz pomocy”.

Miał rację. Potrzebowałam jej. Poszłam na psychoterapię i to ona postawiła mnie na nogi. W bezpiecznym gabinecie zobaczyłam utarte schematy, które niosłam ze sobą przez lata. Nauczyłam się, jak chronić siebie i swoje dziecko. Nauczyłam się stawiać granice i być asertywną. Zawalczyłam o siebie. A przy okazji – na nowo zakochałam się w moim mężu. Nikt w życiu mi tak nie pomógł, jak on. Był jedyną osobą, która naprawdę patrzyła na moje dobro.

Ważna wiadomość dla Ciebie, Mamo

Zrozumiałam coś bardzo ważnego, czym chcę się dziś z Tobą podzielić. Babcie – i nasze mamy, i teściowe – być może często mają dobre intencje. Ale to są tylko babcie.

To TY jesteś mamą. I to TY najlepiej wiesz, co jest dobre dla Twojego dziecka. Nie masz obowiązku spełniać oczekiwań całego świata, ani być uśmiechniętym „inkubatorem”, wdzięcznym za każdą niechcianą radę. Masz prawo do stawiania granic. Masz prawo do bycia ważną.

Dziś czuję ogromną wdzięczność za to, co mnie spotkało. Tak, było piekielnie trudno. Ale te doświadczenia ukształtowały moje obecne „ja”. Dzięki nim jestem tu, gdzie jestem. Silniejsza, świadoma i wreszcie – stojąca po swojej własnej stronie.

Czujesz, że to też Twoja historia? Nie musisz iść przez to sama

Wiem, jak to jest czuć się samotną w tłumie „dobrych doradców”. Wiem, jak paraliżuje poczucie, że nie jesteś wystarczająco dobra, i jak trudno jest odzyskać swój własny głos. Ale wiem też, że z tego miejsca da się wyjść.

Jeśli czytając ten tekst, czułaś ścisk w gardle i myślałaś: „Ona pisze o mnie”, chcę Ci powiedzieć jedno: zasługujesz na wsparcie. Dlatego stworzyłam indywidualne konsultacje psychoedukacyjne dla mam.

Nie ocenię Cię. Nie powiem Ci, co „powinnaś” robić. Zamiast tego pomogę Ci:

  • Zrozumieć Twoje emocje: Przyjrzymy się temu, co czujesz i dlaczego Twój organizm reaguje w taki, a nie inny sposób (pamiętasz moje zamrożenie przy łóżeczku? Rozszyfrujemy sygnały Twojego układu nerwowego).
  • Odzyskać poczucie kontroli: Pokażę Ci, jak bezpiecznie dla samej siebie i z szacunkiem do innych wyznaczać granice.
  • Zdjąć ciężar poczucia winy: Zrobimy miejsce na to, byś znów mogła poczuć się ważna – nie tylko jako mama, ale przede wszystkim jako kobieta.

Wysyłam Ci mnóstwo ciepła. Pamiętaj, nie jesteś w tym sama. Zasługujesz na to, by odzyskać swój uśmiech i blask w oku. Jeśli czujesz, że potrzebujesz bezpiecznej przestrzeni, w której ktoś w końcu wysłucha Ciebie – zapraszam Cię do kontaktu. Zróbmy ten pierwszy krok razem.

[Jeśli szukasz wsparcia, sprawdź wolne terminy konsultacji]